wtorek, 5 czerwca 2012

Rozdział 3

.. czyli jednak prawdziwa miłość zdarza się jeszcze na tym świecie ..

 

    Lot upłynął bardzo szybko. Przez cały czas rozmawiałam z życzliwą starszą panią. Okazało się, że jest Polką, ale od kiedy wyszła za mąż mieszkała w Londynie ze swoim mężem. Kiedy umierał powiedział swojej małżonce, że chce być pochowany w Polsce ponieważ właśnie z tego kraju obydwoje pochodzą. Starsza pani co roku w rocznicę jego śmierci leci do Polski by pomodlić się nad grobem swojego męża.
- Czyli jednak prawdziwa miłość zdarza się jeszcze na tym świecie. - powiedziałam kiedy staruszka zakończyła swoją opowieść.
- Oczywiście i uwierz mi na słowo, ty też taką przeżyjesz. - odparła z tajemniczym uśmiechem na twarzy. Jednak nie zdążyłam nic odpowiedzieć ponieważ w głośnikach odezwał się głos stewardessy. Za chwile mieliśmy lądować. Podczas rozmowy ze staruszką cały stres ze mnie odpłynął więc bardzo cieszyłam się że jesteśmy już prawie na miejscu.
     Stoję z bagażami nie mając pojęcia gdzie iść. Lotnisko jest po brzegi wypchane ludźmi , każdy się tu gdzieś śpieszy.
- Co za wariactwo pomyślałam i oniemiałam ponieważ zauważyłam tłum rozwrzeszczonych dziewczyn - Jak ja tu wytrzymam ?
- Ann ! - ktoś krzyknął mi za plecami. Odwróciłam się.
- Maciek ! Wreszcie jesteście - krzyknęłam i rzuciłam się kuzynowi na szyje po czym uściskałam jego narzeczoną - Już myślałam, że o mnie zapomnieliście .
- Jak byśmy mogli - powiedziała Iza, narzeczona mojego kuzyna - Przepraszamy ale były korki.
- Ok, nic nie szkodzi. Co to za tłum rozwrzeszczonych dziewczyn ?
- Na lotnisku wylądował chyba jakiś zespół , a to najwyraźniej fanki - poinformował mnie kuzyn.
- Aha . powiedziałam bezmyślnie.
- Ok, zbierajmy się. Na pewno jesteś zmęczona podróżą.
- Może tylko troszeczkę . - odpowiedziałam i w tej samej chwili ziewnęłam.
- Właśnie widzę - zaśmiał się Maciek.
       Idąc do samochodu ledwo uniknęliśmy staranowania przez tłum dziewczyn.
- Tutaj tak codziennie ? - zapytałam kuzyna robiąc głupią minę.
- Nie - odpowiedział i zaczął się śmiać z mojego wyrazu twarzy.
- Szlak ! - zaklnęłam nagle.
- Co się stało ? - spytał kuzyn .
- Zostawiłam gitarę.
- Zaraz po nią pójdę . - zaproponowała Iza.
- Nie trzeba, sama podskoczę .- i pobiegłam nie dając jej wyboru.
     Po chwili szukania znalazłam ją i już biegłam do samochodu gdy nagle .. Łup ! .. zderzyłam się z kimś.
- Przepraszam to moja wina. Daj pomogę ci. - powiedział ktoś o seksownie zachrypniętym głosie . Spojrzałam w górę. Wyciągał do mnie rękę niesamowicie przystojny brunet o zielonych oczach. To był .. tak to on ! To właśnie Harry Styles !
   Wstałam, podniosłam gitarę i mówiąc nieśmiało - Dziękuję - uśmiechnęłam się do bruneta. Ten odwzajemnił uśmiech.
- Nie ma za co, to była moja wina - mówił uśmiechając się. Uśmiechnęłam się do niego jeszcze raz i pobiegłam do auta

_______________________________________________________________________


mam nadzieję , że wam się podoba :m)

2 komentarze:

  1. Ciekaawy. *____* Czekam na kolejne częściii. :) i zapraszam do komentowania mojego: one-lovestogether.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Kooochaam Tw opowiedanie.,< .33

    OdpowiedzUsuń